Szczeliny na Szczelińcu

W zeszłą sobotę pisałam Wam o tym, że mam ochotę wleźć na Szczeliniec Wielki. I tak w niedzielę stanęłam na parkingu w Karłowie pod budynkiem zarządu Parku Narodowego Gór Stołowych (7 zł za cały dzień parkowania).
Powiem Wam, wycieczka idealna dla osób, które WCALE nie chodzą po górach, albo na niedzielną wycieczkę z dzieciakami. W Karłowie jest park z dinozaurami, tunel strachu, mnóstwo budek z pamiątkami, gofry, grochówki, oscypki, kromki ze smalcem, kucyki i jakby to powiedzieli moi dawni kolesie z Kielc, “brakuje tylko ku*wy i szatana”. No właśnie. Jest wszystko, a na szczyt góry wchodzi się osiemnaście minut. Podejście pod schronisko jest bezpłatne. Na szczycie Szczelińca Wielkiego również znajdziecie gofry, pamiątki, drewniane mieczyki, gorącą czekoladę i w ogóle żal, że pod górę jest takie liche podejście, bo nie ma gdzie tego wszystkiego spalić i nie mówię tylko o drewnianych mieczykach 😉

Dalej wjazd do Parku jest płatny. Zawrotna kwota 10 zł od osoby powoduje, że większość towarzystwa kotłuje się jednak pod schroniskiem i odpuszcza sobie zwiedzanie rezerwatu z niezwykłymi formacjami skalnymi. A tam,  proszę Państwa, zaczyna się piękno Gór Stołowych. Diabelska Kuchnia i Piekiełko przyprawiła mię o przyjemne dygotanie serduszka, albowiem uwielbiam takie klimaty.
Gwarantuję, że dzieciaki będą zachwycone, tak tam groźnie, głęboko i ciemno.
Spacer po szczytowym labiryncie Szczelińca wart jest tego dychacza, mówię to z pełną odpowiedzialnością. Wart jest dwóch, trzech, pięciu dychaczy, a widoki zapierają dech. Szarpnijcie się, jak już tam dojedziecie, szczególnie jeśli dojedziecie z dziećmi. Aha, z Karłowa na szczyt góry prowadzą 682 kamienne schody, więc wózek sobie darujcie. I już nie chodzi o to, że potem jest tylko gorzej 😉
W ogóle myślałam, że zejdę ze śmiechu w tym skalnym labiryncie bo wiecie, mam biust w rozmiarze G, więc jak zobaczyłam te skalne przejścia to myślałam sobie, że chyba powinnam wrócić się do najbliższego miasta po dużą ilość lubrykantu, albo jakiegoś masła, smaru, czegokolwiek, żebym nie musiała w tym labiryncie czekać dokąd nie schudnę, jak Kubuś Puchatek zaklinowany w norce.

dwa amfiteatry © Magdalena Gałęzia

Naprawdę kupiłam kotasom drugi amfiteatr. Teraz awantura jest o obydwa.
Nie jest rzeczą możliwą, żeby w dwóch amfiteatrach spały dwa koty. Jeśli jeden śpi w jednym, oznacza to, że obydwa amfiteatry są zajęte przez tego samego kota i drugi musi spać gdzieś indziej. Najczęściej na kocyku rozłożonym na moim biurku komputerowym. Ja, z laptopem na kolanach, kiszę się gdzieś pod stołem i walczę o miejsce z walającymi się kłębami kocich kłaków.

Słuchajcie, pisałam Wam już, że mam duże piersi. No i podczas mojej pracy miałam straszny problem ze stanikami. Wszystkie gubią mój biust górą, że tak to obrazowo ujmę. A to cholernie niewygodne, ciągle się poprawiam, a biust i tak wyłazi przy każdym skłonie. W końcu, po długich poszukiwaniach, w Deckathlonie znalazłam model robiony do rozmiaru F, który to rozmiar mieści spokojnie moje G. Ma zajebisty wynalazek: haczyk między łopatkami, który zbiera ramiączka i podciąga biust, tak, że staje się on niepodatny na przemieszczanie. Stanik kosztuje stówkę, a trzyma co ma trzymać lepiej, niż moje niegdysiejsze nabytki za trzy, czy cztery stówki. A kiedy trzyma za mocno, można haczyk rozpiąć i cieszyć się swobodą. Bomba! I to nie jest sponsorowany post. Jak któryś post będzie sponsorowany, to Wam napiszę. Po prostu wiem, ile trudu kosztuje utrzymanie dużych cycków na swoim miejscu i jeśli mogę podzielić się jakimś ułatwieniem tego procesu, to będę się dzielić. Bo duże piersi bywają utrapieniem. Serio. Jak ktoś nie miał, to niech się cieszy.
Panów proszę o zachowanie stosownego milczenia 😉

W mojej nowej pracy jest różnie. Generalnie jestem silna fizycznie i mam kondychę, ale nawet jak na mnie, zapieprz jest ostry. Czasem kiedy stamtąd wychodzę czuję się jak Bohaterka Klasy Robotniczej. Nie, lepiej taka wersja bohaterki, zawsze gustem muzycznym było mi bliżej do Briana Hugh Warnera, niż Johna Lennona (tak, wiem, że bluźnię, ale po prostu tak jest i nie ma sensu nad tym jojczyć).
To taki cierpki żart trochę. Wiem, jak straszny jest tekst tej piosenki i na pewno nigdy nie będę dążyć do bycia takim bohaterem, chociaż życie daje czasem ostro popalić i nie wszyscy mamy przyjemne wspomnienia.
Wiecie, tak sobie trochę smęcę.
Generalnie zawsze jak wychodzę z tej mojej fabryki to mam ochotę iść na rybę i frytki zawinięte w gazetę, a potem udać się celem upicia własnej osoby rumem (czy co tam pito w XIX wieku) do brudnej, portowej speluny, poklepując po plecach napotkanych facetów.
Dziś strzeliłam baranka o rączkę mosiężnego garnka, kiedy się schylałam. Dokładnie między oczami mam coś jak róg. JESTĘ JEDNOROŻCĘ!!!! Jednak marzenia się spełniają.

Jutro jadę gadać w sprawie tej pracy o której Wam wspominałam, w kolejnej rodzinnej firmie. Sama jestem ciekawa, co z tej rozmowy wyjdzie 🙂

W zeszłym tygodniu nie odzywałam się do Was, Kochani, bo ciągnęłam drugą zmianę, a w wolnych chwilach pisałam książkę. Pisałam jak szalona. Totalny obłęd, chociaż nie było dnia, żebym o Was nie myślała. Nie wiem, czy kończę tę moją książkę, ale chyba kończę, bo nieskończenie powoli domykam wątki. Nie wiem, czy oglądaliście film “Zatrute Pióro”. Kiedy piszę jestem bardzo podobna do Markiza. Lepiej mię od tego pisania nie odrywać. Krzysiek wie, czym to się kończy, wie to też mój telefon i niestety wszyscy moi realni znajomi, których generalnie zostaje coraz mniej. Cóż, takie życie. Moje życie toczy się czasami po prostu gdzieś indziej.
W ogóle dziękuję, że jesteście ze mną i macie cierpliwość czekać. Mam nadzieję, że moja opowieść Wam się spodoba, chociaż będzie dość mroczna. To nie będą czerstwe komiksy o kotach.

Wczoraj pojechałam do Chatki Bimbrowników i cały dzień siedziałam na werandzie i co robiłam? Ha, rzecz jasna pisałam. Krzysiek biegał po górkach, a ja marzłam i klepałam w klawiaturę. Dopiero jak całkiem zesztywniałam, dotarło do mnie że lato się chyba skończyło. Cóż, bywa, będę tęsknić do następnego lata. Jesień jest bajeczna, kocham jesień, ale niekoniecznie kiedy lecę przed szóstą rano do pracy, jest ciemno, zimno, deszcz pada poziomo i wieje wicher. Wtedy jesień jest uciążliwa, ale co tam. Grunt, że jakoś do przodu.

Kawałki, które mam teraz na tapecie to:
Kliknijcie znienacka.
1.
2.
3.
Ciekawe, co Wam się wylosowało 😀

Miłego wieczoru, Kochani.
Miłozwierz przesyła baranki :3
Mój Patronite: https://patronite.pl/milozwierz
Dzięki Wam mogłam dokupić kotasom (między innymi) drugi amfiteatr 😀 😀 😀 Dzięki 😀

Dodaj komentarz

© Magdalena Gałęzia | 2018

NIP: 9591558878 | REGON: 021869820 | Polityka prywatności

Wykonanie strony: Małgorzata Skibińska

Top
%d bloggers like this: