Piątkowa wrzuta komiksowa

Dziś nie mam weny, żeby pisać o czymś konkretnym, więc wrzucę nowe komiksy i tyle. Nie jestem z nich przesadnie zadowolona. Komiksy jak komiksy, trochę brakuje im polotu i są takie jak są.

Jestem tak jakby z lekka zniechęcona, wiecie? Napisałam ostatnio, że mój kot jada w łóżku. No jada. A tam głosy: zjebać, przyłożyć, nie wyobrażam sobie spania w takiej brudnej pościeli, kto to widział, żeby kot jadał w łóżku. Ja. Ja to widziałam, a łóżko jest moje.
No właśnie. Słowo klucz: moje.
Moje, moje pierlodone łóżko. Moje i tylko moje.
Nie cudze, nie z kosmosu, tylko moje. A “my bed is my castle”.
I będzie sobie w nim jadał każdy, komu na to pozwolę.
W ogóle to nieładnie grzebać komuś w łóżku i pouczać go, co w tym łóżku powinien robić. I z kim. Mamy Marsze Równości, Akcje Tolerancje, a tu dalej człowieka pouczają, że coś w tym łóżku źle robi.
Jakby to powiedział Kłapouchy (może mówił o łóżkach): co komu do tego, skoro i tak mniejsza o to?
Poza tym, jak już pisałam w komentach, jak przestaniemy z moim kotem wydziwiać na temat naszych relacji, skończą się komiksy.
Jak to chciał Pan Kononowicz: nie będzie niczego. I szlus.
Kot będzie kotem, a ja kolejnym na świecie sztywniakiem z chrząkiem poprawiającym krawacik przed wycieczką do pracy.

Czasem mam ochotę zostać takim sztywniakiem. Skasować bloga i zupełnie gdzieś indziej zacząć życie od nowa.

I w ogóle przez to całe pouczanie zrobiłam się drażliwa i w Waszych komentach nie wyłapałam żartów tam, gdzie ewidentnie były żarty. To było niefajne, bo zawsze wydawało mi się, że stoję na czele osób, które wiecznie robią sobie jaja i będą robić te jaja wiecznie, nawet z własnego pogrzebu. A potem dla żartów wrzucać diabłom petardy do kociołków z siarką.
A tu tak się zacietrzewiłam, że nie wyłapałam żartów. JA! O tempora, o mores. Boleję, wybaczcie.

W kwestii obyczajów: powiedzmy, że Jaśniepan zwykle zjada ten sosik, a musi jeść sosik, żeby się dowodnić, bo jest kotem neurotykiem z SUK i cierpi na dylematy moralne nawet w wypadku zachowania pełnego ciągu łowieckiego mokrą karmą. Więc dodatkowo poddaję mu sosik.

ziemniaczki_zostaw © Magdalena Gałęzia

Teraz będzie coś w kwestii “body positive”. Mój kot generalnie lubi grube babki. Uwielbia ugniatać grube babki i na grubych babkach leżeć. A ja lubię być grubą babką, więc wszyscy są zadowoleni. I po raz kolejny, proszę się głęboko zastanowić, zanim ktoś coś powie. Szczególnie w temacie babek. No, chyba, że szepnie, że wszystkiemu winne są tłuszczowe egzoszkielety na smukłych modelkach, wówczas wybaczę.

Czytałam ostatnio (i się nie przypinam, jeno nadmieniam), że znów zrobiła się afera, tym razem z szefową marketingu firmy Reserved, która to szefowa ogłosiła, że żeby kobieta była kobietą, musi mieć biust i talię i nosić spódniczki. No i zajmować się flirtem. Nie jestem kobietą. Raz, że nie flirtuję. Daję w łeb maczugą i zawlekam do łóżka. Nie noszę spódniczek, a zamiast talii mam podwójną dawkę biustu (widocznie coś przegapiłam, kiedy przy planowaniu wszystkie panie ustawiały się po talie. Wiem, pewnie dawki biustów były na wyprzedaży. Bida nie radość, proszę Państwa i tak mi przyszło egzystować bez talii. Straszne).
Tak, coś poszło nie tak z moim życiem, przynajmniej wedle szefowej marketingu firmy Reserved, nad czym niezmiernie boleję. Bardziej przypominam Wenus z Willendorfu i pocieszam się, że też jestem kanonem piękna, w pewnym sensie. O tym, że ludzie dla których jestem kanonem, już dawno nie żyją (byli z paleolitu), staram się nie pamiętać. Nic to. Jest kanon? No jest kanon. A tak naprawdę to mam serdecznie wywalone na wszystkie kanony.
Z tą maczugą to żartowałam, jakby się znowu trafił ktoś przeczulony. Najpierw, przed ciosem, zawsze zalotnie macham rzęsami i pokazuję nóżkę. Urwaną. Czyją, nie zdradzę.
Mam w lodówce całą kolekcję nóżek na różne okazje.
Zanim ktoś wezwie mi GROM do domu: żartowałam.
Znów żartowałam…

smaluszek © Magdalena Gałęzia

No właśnie. Te niewinne żarty.
A teraz przejdźmy dalej.
Wszyscy jesteśmy gwiazdami. I gwiazdorami. Tworzymy galaktyki. Własne wszechświaty.
A ktoś nam ciągle mówi, że tworzymy je źle. Po to tylko, żeby sobie pogadać, krytykować, szukać dowartościowania w udzielaniu nagany. Bo na pewno nie są to życzliwe porady. Bo tak jest najprościej. Za każdą dawkę bezpodstawnego maruderstwa, ustawowo powinno się skazywać na prowadzenie bloga. Albo pisanie książek i publikowanie. Przedstawianie swoich myśli, całego swojego wnętrza oczom, duszom i umysłom tysięcy odbiorców. W ramach kształtowania empatii. Bo wbrew pozorom, takie uzewnętrznienie się nie jest rzeczą prostą. Fakt, nie każdy musi to robić, ale jeżeli coś robi, czy warto go ślepo krytykować?
Eh, żeby to jeszcze była krytyka, która jest konstruktywna, to super.
Dobra, spadam. Muszę zanieść kotasowi kolację do łóżka.
Odchodzę, zalotnie machając Wam nóżką.
Miłego weekendu, Kochani.
Miłozwierz przesyła baranki :3
Mój Patronite: https://patronite.pl/milozwierz

jeste_gwiazdore © Magdalena Gałęzia

Dodaj komentarz

© Magdalena Gałęzia | 2018

NIP: 9591558878 | REGON: 021869820 | Polityka prywatności

Wykonanie strony: Małgorzata Skibińska

Top
%d bloggers like this: