O aniołach, a najbardziej to o stróżach

Pisałam Wam kiedyś, że mój Anioł Stróż się zmienił. To było chyba z okazji wpisu o tym, jak wiałam po skalnym osuwisku przed dzikami, którym bezczelnie wlazłam w leże, ale może to była inna okazja. Nie pomnę. W każdym razie pisałam, że Anioł mój, roboczo nazwijmy go Marianem (tak po maryjnemu), był kiedyś dorodnym cherubinkiem, który to siedział sobie na chmurce pierdząc na harfie ballady i romanse (od razu zaznaczam: nie mam nic do harfiarzy). Po niemal czterdziestu latach pieczy nade mną, Anioł Marian stał się chudym neurotykiem o rozbieganych oczach, z nieustającym pociągiem do alkoholu. Prosiliście mię więc, żebym narysowała mojego Anioła Stróża. Na początku Maniek pierdzielił coś o RODO, ale powiedziałam mu, że Rodos to jest taka wyspa na Morzu Egejskim, największa z wysp archipelagu Dodekanezu, albo, że R.O.D.O.S. to Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką. Usłyszawszy to, Maniek natychmiast się zamknął i poszedł się napić na wszelki wypadek. A ja go narysowałam.
Specjalnie dla Was, Kochani.
Miłozwierz przesyła baranki :3
Aha i udanego potopu Wam życzę, bo chyba ktoś TAM na górze odkręcił kurki, zapomniał o tym i gdzieś sobie poszedł.
Jakbyście szukali czegoś do podróżowania w tych warunkach, odradzam chińskie pontony. Kupiliśmy sobie z Krzysiem taki ponton w czasie, kiedy jeszcze jeździliśmy wędkować. Na jego dziobie, natychmiast po napompowaniu zrobiła się wielka gula. Mimo to beztrosko pływaliśmy po Bajkale, ja, siedząc na guli, Krzysiek z tyłu, przy wiosłach. Powiem Wam tylko, że gumowy ponton i woblery to nie jest najlepsze połączenie na świecie. I że Daewoo Matiz (bo jeszcze wtedy do taniego podróżowania mieliśmy Matrixa) z pontonem na dachu, przytwierdzonym sznurkami, wygląda pociesznie (bo oczywiście nie chciało nam się spuszczać z pontonu powietrza) i przy większych prędkościach praktycznie odrywa się od ziemi 😀
Być może do tej pory w koncernie Daewoo nie wiedzą, że stworzyli pierwszy w historii samochód-szybowiec. I że wprowadzenie go do regularnej sprzedaży jest banalnie łatwe. Wystarczy do każdego sprzedawanego wozu zapakować ponton.
Dobra, spokojnie, bo zaczyna mię ponosić.
Miłego dzionka.
A jakbyście nie wiedzieli, co dziś zrobić z hajsem, możecie postawić miłozwierzowej ekipie kufelek tuńczyka na miłozwierzowym Patronite.

aniol © Magdalena Gałęzia

Dodaj komentarz

© Magdalena Gałęzia | 2018

NIP: 9591558878 | REGON: 021869820 | Polityka prywatności

Wykonanie strony: Małgorzata Skibińska

Top
%d bloggers like this: