Nie ma pospolitych kotów

Albowiem żaden kot, proszę Państwa, nie jest pospolitym kotem.
Nawet pospolity kot nie jest pospolitym kotem, dlatego napisanie na porcji jedzenia: “karma dla kota” jest poważnym nietaktem. To powinno być rozwinięte.
Na przykład: “karma dla kota preferującego jednobiałkowe, pełnomięsne pasztety z lekkim dodatkiem półprzeźroczystej, słomkowej galaretki”. W tym kolor galaretki odgrywa rolę kluczową. Dla uściślenia, powinna być jeszcze podana średnica mięsnego ziarna w pasztecie, albowiem jest ogromna różnica między pasztetem, a musem. Minimalne odchylenia w rozmiarze granulacji powodują odrzucenie karmy.
Oprócz musów i pasztetów są ragout, frykasy, omlety. I kawałeczki. Mniejsze, bądź większe, w jednym kolorze, lub w wielu kolorach. Okrągłe, lub kwadratowe.
Z sosów mamy na przykład serowe, pomidorowe, marchewkowe, budynie jajeczne, sosy pieczeniowe (jasne i ciemne), oraz tuzin przeróżnej maści galaretek.
Bywają kawałeczki mięsne serwowane w rosołkach. W tym momencie kluczowe jest, czy rosołek jest rzadki, czy może gęściejszy, przeźroczysty, czy mętny.
Dzięki sprzedaży kocich pokarmów poznałam takie gatunki ryb jak czarniak. Mój niepokój wzbudziło dodawanie do kociego jadła Lucjana. Potem się jednak okazało, że to lucjan, a nie Lucjan i że nie mam się czego obawiać.
Znam koty, które rozróżniają rodzaje łowisk, skąd pochodzą serwowane im ryby. Na przykład pobierają do jamy gębowej tylko połów atlantycki, gardząc pacyficznym. Bywa, że i na odwrót.
Są oczywiście koty odkurzacze, które jedzą wszystko, co się im zaserwuje, razem z przedramieniem właściciela, stołem, obrusem i meblościanką. Ja osobiście takich nie poznałam.
Lósia ma swoje, specyficzne potrzeby, a Jaśniepan to anorektyk. I takie to są te koty.
Wczoraj byłam na spacerze późno w nocy. Było ciepło, ale mokro. Podobno usadowił się nad nami niż Halina, stąd te opady. Halinę zablokował zaklinowany wyż azorski i mamy to, co mamy. Tak słyszałam w radiu.
Zaczęłam oglądać horror “Hungerford”, może dziś skończę. Na razie wygląda jak bardzo niskobudżetowy (naprawdę bardzo) “Projekt Monster”. Jeśli starczy mi sił, żeby zobaczyć to dzieło do końca, napiszę Wam recenzję.
Przedwczoraj na spacerze ostro nas zlało. Przyczłapałam do domu, Jaśniepan oczywiście zażądał wyjścia na spacer, i, jak na komendę, przestało padać (liczyłam, że kiedy będzie lało mój kotas skróci spacer). No i łaziłam mokra, oklapnięta, z błotem z buciorach, prowadzając na sznurku zachwyconego kota, a wschodni wiatr i zachodni kosmacił moje kości.
Zauważyłam jednak, że takie akcje fajnie hartują organizm. No i nie ma to jak potem, na zmarzlucha, wskoczyć do wanny pełnej gorącej wody i piany. Włączyć radio i leżeć, leżeć, leżeć. I rozkoszować się.
Wiecie co? Stephen King to nawet wstępy do książek pisze fajnie. Zaczęłam sobie podczytywać zbiór opowiadań “Wszystko jest względne” (został mi po miłozwierzowej wymienialni książek). Bardzo lubię tego pisarza.
A poza tym, wszystko wporzo.
Miłego dnia, Kochani.
Milozwierz przesyła baranki :3
Mój Patronite: https://patronite.pl/milozwierz

wezwetozy © Magdalena Gałęzia

Dodaj komentarz

© Magdalena Gałęzia | 2018

NIP: 9591558878 | REGON: 021869820 | Polityka prywatności

Wykonanie strony: Małgorzata Skibińska

Top
%d bloggers like this: