Koteczek i gruszeczka czyli mały dramacik na maminym biureczku

Mój kot jest odważny. Naprawdę.
Jest odważny, kiedy śpi i nic obok niego nie hałasuje. I jeśli w domu nie ma niczego nowego. I jeśli ziemia się akurat nie kręci, bo jak się kręci, to powoduje chrobot, który mojego kota wpędza w ciężkie nerwy. Te typy tak mają.

Dziś opowiem Wam jedną smutną historię o tym, co złego dzieje się między kobietami. Taka sytuacja, wyobraźcie sobie: jest sobie Pani, która jest w czymś bardzo fachowa. Zęby zjadła na jakimś zagadnieniu. I ta Pani (nazwijmy ją Panią Anią) doradza innej Pani (nazwijmy ją Panią Basią), dokładnie w tym temacie. Pani Basia słucha uważnie i potakuje. Pani Ania jest bardzo rzeczowa i spokojna. Łagodnie tłumaczy wszystkie zagadnienia dotyczące wybranego towaru. Omawia proces jego produkcji i skład. Rozstają się w zgodzie. Dzień później Pani Basia dzwoni do Pani Ani z pretensjami, że w tak zwanym międzyczasie zadzwoniła sobie do jednego Pana (nazwijmy go Panem Cezarym), z drugiego końca kraju, pytać o ten sam produkt, który polecała jej fachowa Pani Ania. Pan Cezary oczywiście nie handluje tym produktem (chociaż ma go w swojej ofercie, żeby wabić potencjalne ofiary), ale ma w ofercie swój towar. Sprowadza go gdzieś z najmroczniejszych zakątków Węgier i nikt nie zna dokładnie jego składu, bo w tak zwanej fabryce jest (ów produkt) tylko pakowany, nie produkowany. Skąd pochodzi, nie wie nikt, ale to Pan Cezary skrupulatnie przemilcza, bo i nikt o takie rzeczy Pana Cezarego nie pyta. Pan Cezary na wszelki wypadek nie daje nikomu dojść do głosu w swojej obecności. Krzyczy za to na Panią Basię, że dała się omotać Pani Ani i wcisnąć sobie zły towar. Poniża Panią Basię, oczernia panią Anię, wmawiając jej brak podstawowej wiedzy i kompetencji. Cały czas wrzeszczy i rzuca danymi, które nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. Nie daje dość do słowa i nie odpowiada na żadne pytania. I co robi pani Basia? Obraża się z lekka na Panią Anię i zaczyna kupować towar od Pana Cezarego, mimo, że jest to produkt gorszy, dużo niższej jakości o całkiem nieznanym składzie.

Opisałam taką sytuację kilku bardzo profesjonalnym dziewczynom, pracującym w różnych zawodach i KAŻDA powiedziała mi, że spotkała się z taką sytuacją, kiedy mimo większych kompetencji i bardziej rozległej wiedzy, przegrała walkę o klienta z innym facetem, bo po prostu ten facet krzyczał, narzucał dominację i poniżał wszystkich. I tym klientem, o którego walczono, była niestety kobieta.
I teraz moje pytanko:
Czemu my, mądre, fachowe babki dajemy się motać w taki chamski sposób? Czemu nie wierzymy w profesjonalizm innych kobiet? Czemu nie umiemy się asertywnie bronić? I czemu dajemy się brać na tak zwane zahukanie?
Doświadczyłam mniej więcej takiej sytuacji jak tu opisałam i zrobiło mi się smutno. Znaczy, ja nie umrę, kiedy jakiś Pan Cezary zabierze mi klientkę, która pozostaje bezwzględnie głucha na moje argumenty. Mam sto tysięcy innych zajęć, a na samym końcu uczciwie wyjebane na większość tego nie najlepszego ze światów. Znam swoją wartość i wiem, że rady, które daję, są dobre. Mam rzeczy gruntownie sprawdzone. Staram się zawsze poszerzać horyzonty. Nie boję się mówić “nie wiem”.  W sumie cały czas się dokształcam, gdzie bym nie pracowała. Moi klienci to doceniają, ale takie przypadki jak opisałam, są łyżeczką dziegciu na torcie. Przykrą i gorzką łyżeczką, co to potrafi zjebać cały tort, ale cóż, psy szczekają, karawan toczy się dalej. Tylko ja nie mam klientki, a Pan Cezary ma klientkę. Przepływ hajsu w przyrodzie zostaje zachowany, jeno nurt przepływu uległ lekkiej zmianie.
Ale, na bór zielony, głośno szumiący, gdzie mnie do takiego rekina biznesu? Do takiej klasy? Ja nawet nie potrafiłam pić we dwie osoby z jednej “dolewki” w KFC (kiedy jeszcze zdarzało mi się bywać tam na coś innego niż frytki, albo kanapka z plackiem ziemniaczanym) 😀 Zawsze prosiłam, i jeśli ja stawiałam, to płaciłam za dwa kubeczki na “dolewki”, żeby było uczciwie (biesiadując we dwójkę).
No to ten… wiecie…
Wały i agresywny marketing to niestety nie ze mną 😀
Nie potrafiłabym oczernić kogoś innego w cudzych oczach, żeby zabrać mu robotę. I nie lubię poniżania kobiet. Ale świat teraz nie martwi się takimi pierdołami, prawda?

Zaczęłam ostrożnie szukać etatowej pracy, żeby uciec od płacenia ZUS’u. Od przyszłego roku ZUS pójdzie w górę o kolejne 120 – 150 złotych. Nie będzie co zbierać z mojej firmy, jeśli nie pójdę na etat. I postanowiłam coś sobie znaleźć, zanim uda mi się na stałe osiedlić w górach i uciec. Dowiecie się pierwsi. No, może drudzy, bo pierwsza dowiem się ja 😀 Mam nadzieję 😀

Dziś miałam przez to wszystko jakiś moment psychicznej zwiechy, zaczęłam nawet oglądać “Pamiętniki wampirów”, ale szybko wyłączyłam. Boję się, że jeszcze kilka takich akcji z Jamuszami Biznesu i będę ocierać oczy chusteczką, oglądając “Zmierzch” i mrożące krew w żyłach przygody odjajczonego wampira Edwarda Cullena.
Potem już tylko psychiatryk.
Chyba jednak trochę się przejęłam. Poczułam zawiedziona. Zdeptana jak psia kupa w angielskim trawniku.
Czy jeśli wyjdę na Lechitkowo na czworaka, ubrana w kostium jednorożca i zacznę szczekać, kogokolwiek to obejdzie?
Nie. Raczej nie.
Nie wiem.
Pies to trącał. Dżizas. Czy ja nie mam czym się przejmować?
Trzeba więc ścisnąć poślady, poprawić opadłą koronę i zasuwać dalej. I dalej. I dalej.
Miłego dzionka. Nie, w sumie to wieczoru, Kochani.
Miłozwierz przesyła baranki :3
Mój Patronite: https://patronite.pl/milozwierz – to jakby ktoś miał ochotę wspomóc moją tułaczkę po tym łez padole, to proszę 🙂

gruszka © Magdalena Gałęzia

Dodaj komentarz

© Magdalena Gałęzia | 2018

NIP: 9591558878 | REGON: 021869820 | Polityka prywatności

Wykonanie strony: Małgorzata Skibińska

Top
%d bloggers like this: