Gałęzia na Śnieżce

Dziś podpatrzyłam taką dziwną sytuację między moimi kotasami. Za każdym razem, kiedy Lósia trącała Jaśniepana łapką, ten łapał ją zębami i nakazywał usunąć łapkę. W pewnym momencie Lósia zasadziła Wielmożnemu potężnego plaskacza w futerkową twarz. Tylko raz. Od tej pory lósina łapka przestała Jaśniepanu przeszkadzać. Zdumiało mię, że moja maleńka, delikatna kotka hołduje zasadzie: jak nie walniesz kotka z rana, nie zatrybi sierść j…ana. Być może dlatego, że oglądałyśmy razem drugą część “Nocy Oczyszczenia” i w lósinym ciałku wzrósł poziom agresji, albo Lósia postanowiła samopas dokonać oczyszczenia.
Interesujące jest to, że kiedy do kin weszła “Noc Oczyszczenia: Anarchia”, film zebrał druzgocące oceny. Krytycy filmowi masakrowali go na potęgę (dobrze pamiętam!), a teraz, po upływie kilku lat patrzę, a tam prawie 6,3/10 na Filmwebie. To naprawdę sporo. Ja tę serię lubię. Jest szybka, straszna, dużo się dzieje. Poza tym jest jakaś taka… Dość łatwo sobie wyobrazić, że coś takiego mogłoby się wydarzyć naprawdę. I człowiek sam sobie układa scenariusze, co by zrobił gdyby… Ja chyba spakowałabym koty i wyniosła się w góry. Nawet z namiotem.

Odnośnie gór, obrazek:

śnieżka © Magdalena Gałęzia

Tak, zdobyłam wczoraj Śnieżkę. Wlazłam z Karpacza, niebieskim szlakiem. Spod Kościółka Wang na sam szczyt góry tym szlakiem jest ponad 10 km w jedną stronę. Idzie się szerokim szlakiem wyłożonym tęgimi kamieniami na podobieństwo bruku. Ludzi na tym szlaku sporo, mimo, że szliśmy we wtorek. Ponieważ podejście uchodzi za łatwe, idzie nim sporo dzieciaków. Niestety część z nich płacze. Większość marudzi, nie chce iść, pokłada się na szlaku.
Fakt, że było ponad 30ºC, ale zaczęłam się zastanawiać, jaki cel mają rodzice w ciągnięciu dziecka na górę, która ma 1602 metry i podejście to ponad 10 kilosów długaśnych, nużących, średnio stromych podejść i chwilowych równinek. Wszystko w palącym, powiedziałabym nawet: parzącym słońcu (zapomniałam kremu do opalania i nos mam jak renifer Rudolf po pięciodniowej popijawie, a ręce i łydki jeszcze w barwie ciekawsze). Ja sporo łażę, naprawdę sporo, ale jeśli mnie nie było miejscami łatwo, to co dopiero ma powiedzieć taki maleńki dzieciaczek? No, lipa raczej. Pocieszenie jest takie, że spod kopuły szczytowej Śnieżki, z Kopy, można do Karpacza zjechać wyciągiem. Można też tym wyciągiem wjechać i atak szczytowy przeprowadzić na samą tylko kopułkę. To jest 1,5 km podejścia i jak się człowiek wysiedzi na wyciągu, to się na pewno nie zmęczy. Ja znudziłam się dreptaniem niebieskim szlakiem i pod sam szczyt wlazłam sobie połączeniem szlaku czerwonego i czarnego. Ciekawe podejście. Przed sobą widzi się tyłek turysty, który idzie wcześniej, a z tyłu kolejny wspinacz już dyszy człowiekowi w pupę i wsadza nos między pośladki. Do tego rządek prący w drugą stronę cięgle się o człowieka bezwstydnie ociera. Dla mię, zawodowego odludka i socjopaty, był to prawdziwy kurs socjalizacji. Chyba oblałam, bo schodziłam już do niebieskiego szlaku, szerokim zejściem, od ludzi z daleka. Krzysiek oczywiście na szczyt pobiegł i zniknął mi z oczu. Potem, pod obserwatorium, zamiast cieszyć się ze zdobycia Góry Gór, Dachu Sudetów, Karkonoszy, Zdolnego Śląska, Czech, Moraw (żartuję, najwyższym szczytem Moraw jest Pradziad) i bór zielony wie, czego jeszcze , szukałam swojego chłopa, klnąc nieprzystojnie i tocząc po okolicy z lekka błędnym wzrokiem. Nie znalazłszy go, nasierdziłam się i postanowiłam iść do domu samopas. Na szczęście po drodze zguba się odnalazła (a już myślałam, że się rozpędził i poleciał do Czech) i do Karpacza wróciliśmy razem. Po drodze zjedliśmy przekąski w schronisku Strzecha Akademicka (schroniskowe jedzenie przeważnie jest jakie jest, ale po kilometrach marszu, na świeżym górskim powietrzu i tak smakuje świetnie). Widoki ze Śnieżki: obłędne, Karkonoski Park Narodowy: jeszcze piękniejszy. Polecam taką wycieczkę, (z dziećmi tylko wtedy, kiedy macie zaprawione w górskich bojach dzieci). Na samym szczycie Śnieżki widziałam maleńkiego chłopczyka, który skakał i krzyczał: “To moja pierwsza! Pierwsza, którą zdobyłem!”. To było świetne. Widać było, jak bardzo się cieszył.
W przyszłym tygodniu chcemy zaatakować Słonecznik, Pielgrzymy i szlak krawędzią kotłów. Zapowiada się bardzo ciekawie. Już nie mogę się doczekać.

Z poniedziałku na wtorek byłam w Chacie Bimbrowników. Piłam jakieś takie piwo wiśniowe z browaru Rohozec. Nie było złe, ale do Lindemans Kriek się nie umywa. Niestety tego drugiego nie miałam gdzie kupić. Siedziałam przy ognisku i patrzyłam w ogień. Borsuka nie było. Krzysiek znów spał w hamaku, na dworze (polu), a ja w łóżku, bo jak zwykle nie chciało mi się wiązać hamaka.

Za wyprzedaż towarów ze stacjonarnego Miłozwierza zapłaciłam dzisiaj prawie trzy tysie podatków. To znaczy, że jednak będę musiała iść do pracy szybciej niż myślałam. Wszystko jest tak drogie, że odłożone pieniądze topnieją w zastraszającym tempie. Bardzo ograniczam wydatki, a wszystkie wpływy topnieją w oczach. Chcę jeszcze ze dwa, trzy razy pojechać w Karkonosze, a potem muszę iść do roboty, żeby chociaż przed ZUS’em uciec. Borze zielony, kiedyś to, co teraz zarabiam na grafikach i dzięki Wam, na Patronite, wystarczyło by mi na godne, spokojne życie od pierwszego, do pierwszego, nawet po zapłaceniu podatków. Dzisiaj normalnie nie daję rady. Co jest, cholera, grane??? Nie potrafię tego ogarnąć. Chcę być też niezależna finansowo. Nie chcę, żeby Krzysiek mię utrzymywał. Sama płacę wszystkie swoje rachunki. Uważam, że nawet w związku każdy powinien być mocno niezależny finansowo i tego się trzymam. To daje mi spokój i poczucie stabilizacji. Niezależność i bezpieczeństwo. Jestem taki typem, że żeby utrzymać mię przy sobie, trzeba puścić mię wolno. Wtedy przeważnie wracam do domu 😀 😀 😀 Nienormalnie cieszę się też na nową pracę (musi być goły etat, żebym miała czas dla Was). Uwielbiam nowe prace. Będzie co do rysowania, opowiadania, będzie ciekawie. Świat jest tak wielki i ma tyle zajebistych perspektyw, że aż sobie siedzę, przebierając nóżkami z radości 😀

A poza tym to wporzo.
Miłego dzionka, Kochani.
Miłozwierz przesyła baranki :3
Mój Patronite: https://patronite.pl/milozwierz

bum © Magdalena Gałęzia

Dodaj komentarz

© Magdalena Gałęzia | 2018

NIP: 9591558878 | REGON: 021869820 | Polityka prywatności

Wykonanie strony: Małgorzata Skibińska

Top
%d bloggers like this: