Budzik Twoich marzeń

Muszę opatentować taki dzwonek do telefonu. Nie dość, że budzi żywych, to jeszcze skutecznie wymiata z trumny nieżywych i nieumarłych. Skuteczność gwarantowana.

Film “The Meg”: Jako kontynuator gatunku filmowego w stylu “Szczęk”, daje radę. Akcja nakręca się od pierwszych sekund filmu i ciągnie do samego końca, więc miłośnicy rodzaju nie będą rozczarowani. Jest to niesamowicie bezpieczny obraz na wieczorek w stylu: ej, weźmy zobaczymy jakiś film. Jaki? A, w sumie to mało ważne, bo będziemy sobie jednym okiem oglądali, żarli popcorn i gadali. To stuprocentowe trafienie. Dużo akcji i ładne zdjęcia.
Trochę wkurzały mnie drewniane dialogi. Naprawdę drewniane. I przewidywalność relacji między bohaterami, ale w tego rodzaju filmu nie chodzi o relacje, ani o jakość dialogów, więc odpuszczam. Chociaż, powiem szczerze, 99% filmów tego rodzaju wypada lepiej.
Trochę drewniane było też aktorstwo.
I było ciut za dużo takich absurdalnych, heheszkowych scenek, mających na celu rozładowanie napięcia i przypomnienie widzowi, że jednak ogląda tylko film, w którym przecież wszystko jest możliwe. Nawet nieśmiertelność głównych bohaterów, ale czyż nie jest to właśnie magia kina?
Zasunę spoilerem: piesek przeżył. Co z rekinem, zobaczcie sami.
Napiszę tak: byłam na tym filmie w ramach “taniej środy” w Cinema. Bilet kosztował mnie 16,50. Za te pieniądze można. Gdybym zapłaciła pełną stawkę za bilet, mój wąż kieszeniowy byłby niezadowolony.

Wczoraj pojechaliśmy do Chaty Bimbrowników ogarnąć tak zwaną zieleń. Krzyśka poszarpały (bo gryzieniem bym tego nie nazwała), oszalałe meszki sadystki. Ja dorobiłam się ogromnego bąbla na łapie od sekatora, kiedy walczyłam z ponad półmetrowymi odrostami topoli osikowej, która uparła się, że będzie nam rosnąć. Wszędzie.
Jeśli chcecie zobaczyć, do czego zdolne są topole osikowe, zerknijcie tutaj. To fascynujące. Jestem pewna, że organizm podobny do opisanego w notce Pando, porasta dużą część Ślęży.
Przespaliśmy się w Chatce (oczywiście nad ranem wpakowała mi się do łóżka Rózia, kotka sąsiadów, która do perfekcji opanowała włamywanie się do Chatki przez balkon), a dziś rano pojechaliśmy w Karkonosze. Chciałam jeszcze, przed rozpoczęciem pracy, zobaczyć się ze Śnieżką, i pomachać jej łapką.
Zostawiliśmy auto niedaleko kościoła Wang i poszliśmy w górę niebieskim szlakiem, na Polanę. Potem, z Polany, odbiliśmy w prawo, na żółty szlak. Obejrzeliśmy formację skalną Kotki, potem Pielgrzymy i wreszcie Słonecznik, usadowiony na północnym zboczu Smogorni, czyli niedostępnego dla turystów szczytu na głównej grani Karkonoszy, tak zwanym Śląskim Grzbiecie. Potem, czerwonym szlakiem poszliśmy sobie aż do krzyżówki ze szlakiem niebieskim wiodącym na Śnieżkę, zeszliśmy do schronu Strzecha Akademicka, gdzie zjedliśmy obiad i wróciliśmy do Karpacza. Czas operacyjny, łącznie ze zjedzeniem obiadu, robieniem zdjęć i wyrażaniem wszystkich “ochów o achów”, trochę ponad pięć godzin.
Powiem Wam, widoki z czerwonego szlaku na Kocioł Wielkiego i Małego Stawu są totalnie bezcenne. Dawno nie widziałam niczego piękniejszego. Warto, przysięgam, warto. Warto drzeć trochę ponad trzykilometrowym podejściem z Polany na Słonecznik, żeby tego doświadczyć. Zapiera dech (zarówno widok, jak i podejście, ale widok zdecydowanie zapiera ten oddech bardziej). Pikanterii dodaje księżycowo-baśniowy krajobraz Równi pod Śnieżką. Coś pięknego.
Jeśli macie dzieci, do Polany da się dotrzeć z wózkiem. Potem nie polecam, bo robi się wąsko i ciągle pod górkę. To raczej wyprawa dla małych piechurów, chociaż duża część szlaku do Słonecznika to dosyć wygodne, drewniane mostki. Niestety są i kamienne schodki, więc wózek generalnie odpada.
W kwestii technicznej nie jest to szlak wymagający, nawet dla niedoświadczonych łazików. Trzeba się tylko przygotować na to, że od kościoła Wang, aż do Słonecznika jest mniej lub bardziej pod górkę i trwa to około sześciu kilometrów (mniej więcej, mam już nieco zjechaną baterię w smatrfonie, więc nie używałam Endomondo). Od Słonecznika do Równi pod Śnieżką mamy już bardzo przyjemne, nieskończenie piękne, płaskie dreptadełko. Tu każdy da radę. A potem jest z górki.
Bułka z masłem.
Szlaki są bardzo dobrze oznaczone. Po prostu nie da się zgubić.
Wychodząc na ten szlak, warto zabrać do plecaka ciepłe ubranko, bo na górze wieje. Naprawdę wieje i powietrze jest ostre jak brzytwa. Kiedy we Wrocku było 20 stopni, w Karpaczu piętnaście, o tyle na górze około dziesięciu, jeżeli nie mniej. I to pod koniec sierpnia, więc naprawdę warto wziąć to pod uwagę, tym bardziej, że szmat drogi idzie się górskim grzbietem bez większego wysiłku fizycznego. Człowiek stygnie i zaczyna dotkliwie odczuwać zimno.
Koszty to (nie licząc, rzecz jasna, dojazdu) sześć złotych za wjazd do Karkonoskiego Parku Narodowego (od osoby). Jedzenie w Strzesze Akademickiej nie jest przesadnie drogie (jak na lokalizację – 1258 m n.p.m.), zestaw obiadowy (bardzo znośny) kosztuje między 25 a 35 złotych (drogie są napoje, polecam zabrać ze sobą). Dla porównania: na Ślęży obiad kosztuje podobnie, a jedzenie pozostawia dużo do życzenia (tam polecam jadać wyłącznie na własną odpowiedzialność).
Parking dla osobówki w Karpaczu to około 20 zł za dzień, ale po sezonie można znaleźć bez problemu bezpłatne miejsca parkingowe.
Słowem: jak na jakość doznań, koszty naprawdę nie są wysokie. Zajebiście warto. Miłozwierz daje pińć gwiazdek i pińć baranków :3

A teraz siedzę i piszę.
Cudownie, zdrowo zmęczona, przedmuchana na wylot górskim powietrzem.
Gotowa na konfrontację z tak bardzo nie moim światem miasta i etatowej pracy. Po to, żeby zarobić pieniądze i znów uciec w góry, które po prostu kocham, czuję i rozumiem.

Mam dla Was złą wiadomość. Chyba będzie koniec świata, bo jeż nie nasłał dziś na wełandę. Zaczynam się małtwić. Cóż, noc młoda, może jeszcze nasła.

Piję zimne piwo. Przepraszam, żurawionowe szczynki na “R”. Zauważyłam, że spożycie takich szczynek po wysiłku fizycznym cudownie niweluje wszelkie objawy zmęczenia mięśni, mogące się objawić dnia następnego. Chociaż raczej od dawna zakwasów nie miewam, jest to profilaktyka na tyle przyjemna, że nie w smak mi z niej rezygnować.

Miłej nocki, Kochani.
Milozwierz przesyła baranki :3
Mój Patronite: https://patronite.pl/milozwierz – Dziękuję za wsparcie. Dzięki Wam mogłam jeszcze raz pomachać Śnieżce łapką 😀

dzwonek © Magdalena Gałęzia

Dodaj komentarz

© Magdalena Gałęzia | 2018

NIP: 9591558878 | REGON: 021869820 | Polityka prywatności

Wykonanie strony: Małgorzata Skibińska

Top
%d bloggers like this: