Rozstania i powroty

Urlop minął jak z bicza strzelił.
Odpoczęłam.
Wiecie zresztą. Byliście ze mną w Kraju Basków, Kalabrii i mrocznej Asturii, krainie wiedźm, czarów i gór.
Pytaliście mnie, jak rozłąkę zniósł Jaśniepan. Jaśniepan przez pierwsze dwa dni cierpiał, mimo, że został z Krzyśkiem, otoczony troskliwą opieką. Przez pierwsze dni mało jadł i spał. Głównie spał, jakby chciał przeczekać rozłąkę. Potem doszedł do siebie. Kiedy wróciłam, przywitał mię w ten sposób:

niezadowolony © Magdalena Gałęzia

Potem, jednak, kiedy emocje opadły, przyszedł czas pojednania:

złysen © Magdalena Gałęzia

Tak naprawdę to Jaśniepan witał mię nader wylewnie. Tulił się i ćwierkał. Potem całą noc spał mi na głowie, żebym mu nie zniknęła. Stęskniło się kocisko. A ja za kociskiem.

Byłam w kinie na horrorze „Slender Man”. No to tak: jak ktoś nie jest horrorowym wyjadaczem i potrzebuje do obejrzenia czegoś, co z daleka przypomina horror, nie będzie zawiedziony. Mnie rozczarowała spora ilość głupich błędów logicznych w tym filmie i ogólne zamieszanie. No i miałam wrażenie, że twórca tego obrazu za dużo razy oglądał „The Ring” i postanowił „The Ring” przegonić ilością migających na ekranie udziwnień. O ile „The Ring” to dla mnie klasyka klasyki, o tyle tutaj wyszedł nam z tego bełkot migających obrazków i kolesia podobnego w sumie do polipa, który nie może się zdecydować, czy jest związany z lasem, jako pierwotna energia, czy swobodnie surfuje po internetach. Nie, nie pogrążam „Slender Mana”, czekałam na ten horror dobre półtora roku, jak nie lepiej i nie uważam, żeby był bardzo złym filmem, ale trochę się rozczarowałam. Większość scen była przewidywalna, elementy grozy ograne, mało dopracowane szczegóły. Dlatego polecam ten film raczej osobom, które zaczynają przygodę z horrorem. No i jest to pozycja bezpieczna na horrorowy wieczorek z piwem, popcornem i pogaduchami w gronie przyjaciół. Ani się nie zanudzicie, ani nie umrzecie ze strachu.

W domu zagnieździła mi się mysz. Mieszka w szafce pod oknem, a konkretnie w makaronie. Otworzyła sobie paczkę jajecznego „Makaronu Babuni” i obficie się posila rano i wieczorem. Raz zrobiła coming out: wyszła z szafki. Jaśniepan ją zauważył. Podbiegł. Krzysiek myślał, że już po myszy, a Jaśniepan zatrzymał się i zaczął ją wąchać. I chciał się przywitać, bo on towarzyskim kotem jest przecież. Mysz z wrzaskiem wydarła w drugą stronę i tyle ją widziano. Jaśniepan popłakał się, że nowa koleżanka nie chciała się z nim bawić, że to na pewno przez to, że jest stary, mały, nierasowy i ma krzywy zgryz. Długo trwało, zanim udało się go uspokoić. Do tej pory tęsknie krąży po kuchni nawołując przyjaciółkę. Mysz nie przychodzi. Ciekawe dlaczego… Ze swojej strony zamówiłam już pułapkę żywołapkę. W sumie nie mam nic przeciwko myszy w domu, ale boję się, żeby nie przeżarła kabli i nie wywołała pożaru. Będzie więc musiała być eksmitowana na nadwidawskie łąki (rzecz jasna z honorami należnymi żywej istocie, być może dostanie też trochę makaronu na drogę).

Wczoraj wieczorem na spacerze spotkaliśmy stado dzików zażywających kąpieli w letnich, zatęchłych wodach kanału równoległego do nurtu Widawy. Minęliśmy się obojętnie.

Jeże dalej słają na wełandę jak słały.

Za płotem co wieczór koziołek sarny uprawia szczekanie.

Miłej nocy, Kochani.
Miłozwierz przesyła baranki :3

znienacka © Magdalena Gałęzia

Dodaj komentarz

© Magdalena Gałęzia | 2018

NIP: 9591558878 | REGON: 021869820 | Polityka prywatności

Wykonanie strony: Małgorzata Skibińska

Top
%d bloggers like this: